-Akira - krzyknęła - Akira, czekaj!
Biegłam tak szybko jak tylko mogłam, ale i tak nie mogłam dogonić Akiry i innych wilków, które biegły koło niej. Tunel zawalił się tuż za nimi i musiałam skręcić w boczny tunel. Ledwo żywa wybiegłam z jaskini i upadłam na ziemię. Długo leżałam jak martwa nie mogąc złapać oddechu.
Poczułam krople deszczu na futrze. Zmęczona i głodna wstałam. Było bardzo zimno, a deszcz padał coraz bardziej. Robiło się ciemno. Chodziłam po lesie. Nagle usłyszałam hałas. Stanęłam jak wryta. Mając nadzieję, że to coś mnie nie zje
W tedy z jaskini wyszły dwa wilki.
-Kasa!
-Els! Sle!
Pobiegłam do wilków, a one zaprosiły mnie do środka. Jaskinia była mała, ale przytulna.
-Co ty tu robisz sama? - Zapytał Els.
-Zgubiłam reszte i chodziłam sam. Tak bardzo się bałam.
-Spokojnie już Ci nic nie grozi - powiedział Els.
-Chodź, zjemy coś - dodał Sle.
Zaczęliśmy jeść zające, które upolowali już wcześniej. Els opowiadał mi różne historie, Sle siedział cicho obok i czasami coś dopowiadał. Zrobiła się miła atmosfera, czułam się pewniej w ich towarzystwie. Potem położyliśmy się spać. Dawno się tak nie wyspałam. Rano wyszliśmy na zewnątrz, ale nie znaleźliśmy nikogo innego.
Wataha Szerokiej Drogi działa od 25 lipca 2016. Wszystkie pytania i sugestie proszę wysyłać na adres watahaszerokiejdrogi@wp.pl Przyjmujemy wszystkie chętne wilki!
poniedziałek, 29 sierpnia 2016
niedziela, 28 sierpnia 2016
Misja1 Waser cz.22
Szedłem razem z Diasem i Wezym. Potem znaleźliśmy Tsube i Terre kiedy polowali razem w lesie. Na noc zatrzymaliśmy my się w jaskini bo zaczęło padać, potem rozpętała się prawdziwa zawierucha. Deszcz padał, a piorun waliły co chwile. Zaczęliśmy suszyć przemoknięte futra, a potem położyliśmy się spać. Długo wierciłem się nie mogąc zasnąć, ale innym przyszło to bez problemu.
-Waser, śpisz?-zapytał Tsube.
-Nie, nie mogę zasnąć.
-Ja też nie.
-Zastanawiam się o czy Terra ma nam nie mówić.
-Ja też.
-Czym ona się zajmuje?
-Nie wiem.
-Jest w twoim stadzie i nie wiesz.
-Terra nie jest w moim stadzie, przecież jest w twoim.
-Nie jest w moim, myślałem, że jest w twoim.
-Czekaj, skoro nie jest ani w twoim, ani w moim, to skąd ona się wzięła.
-Nie wiem, zawsze myślałem, że jest z twojej watahy.
-Pewnie wszyscy tak myślę i dlatego chodzi z nami.
I co z tym zrobimy?
-Nie wiem. Trzeba z nią rano pogadać.
-Możecie być cicho? - powiedział któryś z wilków - inni próbują spać.
-Rano o tym pogadamy - powiedziałem. - Dobranoc.
-Dobranoc.
-Zamknijcie się!
Poparzeliśmy po sobie i poszliśmy spać. Myślałem, że Tsube też zasną, do czasu aż kopnął mnie w bok.
-Ej!
-Ciii
Wskazał na wyjście z jaskini przy którym stała Terra. Chyba nas usłyszała, bo patrzyła po wilkach. W końcu się odwróciła i wyszła z jaskini.
-Gdzie ona idzie? -Zapytałem.
-Choć sprawdzimy.
Wyszliśmy za nią na zewnątrz. Szliśmy cicho chowając się za drzewami i krzakami. Nagle Terra zatrzymała się. Wtedy skoczyła i złapała ptaka. Myślałem, że chce go zjeść, ale trzymała go tylko w pysku. Potem wypluła i poszła dalej. Podbiegliśmy do zwierzaka i obejrzeliśmy go. Był tylko nadgryziony, ale nie miał wcale krwi.
-Co to jest.
-Wampir. Terra to wampiry.
-Waser, śpisz?-zapytał Tsube.
-Nie, nie mogę zasnąć.
-Ja też nie.
-Zastanawiam się o czy Terra ma nam nie mówić.
-Ja też.
-Czym ona się zajmuje?
-Nie wiem.
-Jest w twoim stadzie i nie wiesz.
-Terra nie jest w moim stadzie, przecież jest w twoim.
-Nie jest w moim, myślałem, że jest w twoim.
-Czekaj, skoro nie jest ani w twoim, ani w moim, to skąd ona się wzięła.
-Nie wiem, zawsze myślałem, że jest z twojej watahy.
-Pewnie wszyscy tak myślę i dlatego chodzi z nami.
I co z tym zrobimy?
-Nie wiem. Trzeba z nią rano pogadać.
-Możecie być cicho? - powiedział któryś z wilków - inni próbują spać.
-Rano o tym pogadamy - powiedziałem. - Dobranoc.
-Dobranoc.
-Zamknijcie się!
Poparzeliśmy po sobie i poszliśmy spać. Myślałem, że Tsube też zasną, do czasu aż kopnął mnie w bok.
-Ej!
-Ciii
Wskazał na wyjście z jaskini przy którym stała Terra. Chyba nas usłyszała, bo patrzyła po wilkach. W końcu się odwróciła i wyszła z jaskini.
-Gdzie ona idzie? -Zapytałem.
-Choć sprawdzimy.
Wyszliśmy za nią na zewnątrz. Szliśmy cicho chowając się za drzewami i krzakami. Nagle Terra zatrzymała się. Wtedy skoczyła i złapała ptaka. Myślałem, że chce go zjeść, ale trzymała go tylko w pysku. Potem wypluła i poszła dalej. Podbiegliśmy do zwierzaka i obejrzeliśmy go. Był tylko nadgryziony, ale nie miał wcale krwi.
-Co to jest.
-Wampir. Terra to wampiry.
Od Moon znalezienie towarzysza koniec
Weszłam do lasu i skierowałam się w stronę polany. Minął już tydzień od czasu kiedy zaczęłam opiekować się rannym smokiem. Miała się już dobrze.
Gdy tylko weszłam na polane smoczyca podbiegła do mnie. Przez ten czas zdążyła się już do mnie przyzwyczaić i cieszyła się kiedy ją odwiedzałam. Mimo,że wygląda na niebezpieczną była miła i spokojna, nie jak inne smoki.
Spędziłam z nią cały dzień, a pod wieczór postanowiłam wracać i zabrać ją ze sobą.
Gdy tylko weszłam na polane smoczyca podbiegła do mnie. Przez ten czas zdążyła się już do mnie przyzwyczaić i cieszyła się kiedy ją odwiedzałam. Mimo,że wygląda na niebezpieczną była miła i spokojna, nie jak inne smoki.
Spędziłam z nią cały dzień, a pod wieczór postanowiłam wracać i zabrać ją ze sobą.
Od Moon znalezienie towarzysza 2/3
Wybiegł na polane. Zrobiło się już ciemno, ale to nie było ważne. Ważne było to co leżało prze demną.
Był to smok, a właściwie smoczyca. Była wielka. Miała różowe łuski i wielkie skrzydła. Wyglądała na ciężko ranną. Postanowiłam się nią zaopiekować.
Zabandażowałam jej rany i przyniosłam jedzenie i picie, ale nadal była za słaba, żeby wstać, a ja musiałam wracać. Postanowiłam wróci do niej jutro.
Był to smok, a właściwie smoczyca. Była wielka. Miała różowe łuski i wielkie skrzydła. Wyglądała na ciężko ranną. Postanowiłam się nią zaopiekować.
Zabandażowałam jej rany i przyniosłam jedzenie i picie, ale nadal była za słaba, żeby wstać, a ja musiałam wracać. Postanowiłam wróci do niej jutro.
Misja1 Akira cz.21
Wybiegłam z walącej się jaskini w samą porę bo nie dawałam rady dłużej biec. Razem ze mną wybiegł też Suna i Wena moje dwie koleżanki, ale nigdzie nie widziałam Kesy. Zaczęłam się martwić bo ona biega naprawdę wolno i mogła nie nadążyć. Chodziłam w kółko próbujęc się nie martwić ale mi nie wychodziło. Jak mogłam ją tak zostawić? Czemu o niej nie pomyślałam. Co prawda ostatnio prawie się do niej nie odzywałam, przez tą kłótnie. Zabardzo chciałam jej znaleść przyjaciół, że nie zauważyłam, że ona tego nie chce. Niewiedziałam co mam robić. Niedługo miał zapaść zmroku. Poszłam razem z Weną i Suną poszukać jakiegoś schronienia. Po czasie znalazłyśmy pustą jaskinie.
sobota, 20 sierpnia 2016
Misja1 Diana cz.19
Ruszyliśmy dalej w drogę. Nie działo się nic wartego uwagi. Wszyscy byli spokojni i szli wolnym, równym krokiem. Większość wilków doszła do siebie po wczorajszej walce z niedźwiedziami i wszystko wróciło do normy. Dowiedzieliśmy się o skrócie prowadzącym przez długą jaskinie. Wyszliśmy do środka i szliśmy w totalnych ciemnościach. Po drodze Dias opowiadał o wczorajszym polowaniu.
-Z tamtego stada zostało mało osób. Są oni jedynymi zdrowymi z watahy, którą spotkałeś w lesie przed wyruszeniem.
-Myślisz czy tamta wataha jeszcze żyje?
-Nie wiem. Mam nadzieje.
-Ja też. Byli nawet mili. Moglibyśmy mieć z nimi sojusz.
-Też nad tym myślałem. Nad tym i nad lampą dżina.
-Serio, myślałam, że jesteś poważniejszy.
-No co? Ty w to nie wierzysz?
-Nie.
-Jaki z ciebie niedowiarek.
-A z ciebie dziecko.
-Nie mów, że nie chciałabyś żeby to istniało.
-Jasne, że bym chciała, każdy by chciał.
- A czego byś sobie zażyczyła, gdyby istniało.
-Nie wiem, a ty?
- No na pewno zaczą bym od...
-Ciiii.
-Co?
-Ciiii!
Powiedziałam to tak głośno że wszyscy usłyszeli, a w tedy słychać było wyraźnie. Jaskinia się waliła.
-Z tamtego stada zostało mało osób. Są oni jedynymi zdrowymi z watahy, którą spotkałeś w lesie przed wyruszeniem.
-Myślisz czy tamta wataha jeszcze żyje?
-Nie wiem. Mam nadzieje.
-Ja też. Byli nawet mili. Moglibyśmy mieć z nimi sojusz.
-Też nad tym myślałem. Nad tym i nad lampą dżina.
-Serio, myślałam, że jesteś poważniejszy.
-No co? Ty w to nie wierzysz?
-Nie.
-Jaki z ciebie niedowiarek.
-A z ciebie dziecko.
-Nie mów, że nie chciałabyś żeby to istniało.
-Jasne, że bym chciała, każdy by chciał.
- A czego byś sobie zażyczyła, gdyby istniało.
-Nie wiem, a ty?
- No na pewno zaczą bym od...
-Ciiii.
-Co?
-Ciiii!
Powiedziałam to tak głośno że wszyscy usłyszeli, a w tedy słychać było wyraźnie. Jaskinia się waliła.
czwartek, 18 sierpnia 2016
Misja 1Moon cz.18
Po długiej rozmowie z ojcem, w końcu zgodził się żebym poszła z innymi na polowanie. Zebrało się więcej wilków niż zazwyczaj. Razem z drugim stadem tworzymy wielką grupę, przez co na polowanie też poszło więcej. Weszliśmy do lasu i prawie od razu stwierdziłam, że lepiej poluje się samemu. Ojciec prawie wogóle nie pozwalał mi się zbliżyć do zwierząt chociaż polowałam sama już na większe, ale nie mogłam o tym powiedzieć ojcu bo by się dowiedział że polowałam już sama.
Wataha szła właśnie tropem sarny kiedy usłyszeliśmy przeciągłe wycie i poznaliśmy w tamtym kierunku. Dobiegliśmy do polany na której małe stado wilków miało wielki problem z niedźwiedźami. Wszyscy pobiegli, żeby im pomóc, ja też chciałam biec ale ojciec mnie zatrzymał.
-Zostań tu!
-Ale...
-Zostań!
Powiedział i pobiegł. Nigdy nie walczyłem z niedźwiedziem, ale większość wilków też nie, co było niesprawiedliwe. Zwłaszcza że czułam, że dałabym sobie z tym radę.
Moje rozmyślania przerwał odnośny pisk. Jakiś wilk leżał powalone na ziemi, a wielgachny niedźwiedź stał tuż nad nim chcąc go dobić. Inne wilki już biegły w jego stronę, żeby mu pomóc, ale byli za daleko i nie mieli szans dobiec na czas. Ale ja miałam. Ruszyłam biegiem w jego stronę i skoczyłam na niedźwiedzia. Przewróciła go wgryzłam się w niego. Zwierzę leżało martwe. Nie wiem kto był bardziej zdziwiony ja czy inne wilki, ale trwało ta tylko chwilę. Po chwili szalałam z resztą po polanie. Niedźwiedzie nie miały szans.
Kiedy było już spokojnie zaczęliśmy sprawdzać czy mamy jakieś straty. Na szczęście zobaczyłam ojca i Wasera, czyli całe nasze stado przeżyło czego nie było można powiedzieć o naszych sojusznikach, a tym bardziej o stadzie które próbowaliśmy ratować, musieliśmy przyjść za późno. Waser mnie zauważył i razem z ojcem przybiegli do mnie. Myślałam, że będzie wściekły bo kazał mi zostać w lesie, ale powiedział, że byłam wspaniała i bardzo mnie chwalił.
Potem zabraliśmy ranne wilki i wróciliśmy. Pomogłam iść jakimś basiorowi, ale dopiero po chwili zobaczyłam, że był to wilk, którego uratowałam. Był mały i nie wyglądał najlepiej. Sierść miał krótką i brudną tak bardzo, że nie było widać jakiego jest koloru. Był chudy i nie wyglądał na wilka, który jest zdrowy. Był też nieśmiały. Zaczęłam z nim rozmawiać, ale głównie to ja mówiłam. Dowiedziałam się tylko, że stado, które walczyło z niedźwiedziami to nie jest jego wataha.
Wróciliśmy do reszty. Wszystkie wilki wydawały się zdziwione tak szybkim powrotem, ale bardziej tyloma rannymi.
Wataha szła właśnie tropem sarny kiedy usłyszeliśmy przeciągłe wycie i poznaliśmy w tamtym kierunku. Dobiegliśmy do polany na której małe stado wilków miało wielki problem z niedźwiedźami. Wszyscy pobiegli, żeby im pomóc, ja też chciałam biec ale ojciec mnie zatrzymał.
-Zostań tu!
-Ale...
-Zostań!
Powiedział i pobiegł. Nigdy nie walczyłem z niedźwiedziem, ale większość wilków też nie, co było niesprawiedliwe. Zwłaszcza że czułam, że dałabym sobie z tym radę.
Moje rozmyślania przerwał odnośny pisk. Jakiś wilk leżał powalone na ziemi, a wielgachny niedźwiedź stał tuż nad nim chcąc go dobić. Inne wilki już biegły w jego stronę, żeby mu pomóc, ale byli za daleko i nie mieli szans dobiec na czas. Ale ja miałam. Ruszyłam biegiem w jego stronę i skoczyłam na niedźwiedzia. Przewróciła go wgryzłam się w niego. Zwierzę leżało martwe. Nie wiem kto był bardziej zdziwiony ja czy inne wilki, ale trwało ta tylko chwilę. Po chwili szalałam z resztą po polanie. Niedźwiedzie nie miały szans.
Kiedy było już spokojnie zaczęliśmy sprawdzać czy mamy jakieś straty. Na szczęście zobaczyłam ojca i Wasera, czyli całe nasze stado przeżyło czego nie było można powiedzieć o naszych sojusznikach, a tym bardziej o stadzie które próbowaliśmy ratować, musieliśmy przyjść za późno. Waser mnie zauważył i razem z ojcem przybiegli do mnie. Myślałam, że będzie wściekły bo kazał mi zostać w lesie, ale powiedział, że byłam wspaniała i bardzo mnie chwalił.
Potem zabraliśmy ranne wilki i wróciliśmy. Pomogłam iść jakimś basiorowi, ale dopiero po chwili zobaczyłam, że był to wilk, którego uratowałam. Był mały i nie wyglądał najlepiej. Sierść miał krótką i brudną tak bardzo, że nie było widać jakiego jest koloru. Był chudy i nie wyglądał na wilka, który jest zdrowy. Był też nieśmiały. Zaczęłam z nim rozmawiać, ale głównie to ja mówiłam. Dowiedziałam się tylko, że stado, które walczyło z niedźwiedziami to nie jest jego wataha.
Wróciliśmy do reszty. Wszystkie wilki wydawały się zdziwione tak szybkim powrotem, ale bardziej tyloma rannymi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)