sobota, 6 sierpnia 2016

Misja 1 Dias cz.11

Dobra wiadomość: całe nasze stado jest razem. Zła wiadomość: zaraz zaleje nas woda. Najgorsza wiadomość: Diana oskarża o to mnie, z czego na pewno wyniknie kłótnia. Oprócz tego znaleźliśmy inne stado z podobnym problemem (chodzi o pękniętą tamę, a nie kłótnie z Dianą). Nie wiem czy to dobra wiadomość, czy nie. Zależy od nastawienia tamtych wilków.
 Biegliśmy dalej nie zwalniając kroku. Drugie stado najwyraźniej nas zauważyło, bo podbiegł do nas jeden z wilków. Po krótkiej rozmowie dowiedzieliśmy się, że też szukają czarnego jaśminu. Wilk, który do nas podbiegł był alfą i nazywał się Wezy. Postanowiliśmy, że pójdziemy razem na poszukiwanie.
 Tymczasem woda nie przestawała za nami płynąć. A wyczerpane wilki zaczęły zwalniać bieg, musieliśmy szybko coś wymyślić. W tedy jak na zawołanie wybiegliśmy na polane.    

Misja 1 Diana cz.10

-Po co w to kopałeś!-krzyknęłam, a mój głos poniósł się echem po kanionie.
-Chciałem zobaczyć czy jest wytrzymałe!-Wrzasnął Dias.
-I co jest?!
-Jak pękło to raczej nie jest?
-Zamknijcie się i biegnijcie szybciej. Woda zaraz tu będzie!-Wtrąciła się Akira.
Pewnie nie którzy zastanawiają się co się stało. O tuż w kanionie była tama. Tak, była. Oczywiście Dias musiał w nią kopnąć, żeby zobaczyć czy jest wytrzymała. Nie była i teraz musimy uciekać, żebyśmy nie zostali zalani. W górach nasze moce słabną i nawet najlepsze wilki z żywiołem wody nie mogły tego zatrzymać, więc pozostało nam uciekać. Po drodze znaleźliśmy Kese, Wasera i jakąś obcą waderę, której Waser pomagał znaleźć jej watahę.
 Woda była coraz bliżej, a my biegliśmy dalej. W oddali zobaczyliśmy jakieś inne wilki. Jedna wilczyca odwróciła głowę.
-Mama, tata!-krzyknęła.
To była Moon. Obok niej biegły też Valexi, Ifus i Chrlie. Zwolniły bieg żebyśmy mogli je dogonić. W końcu byliśmy razem. Szkoda tylko, że za chwile możemy zginąć.        

Misja 1 Moon cz.9

Siedziałyśmy tak cicho jak tylko się dało, czekając aż obca wataha przejdzie. Jak widać nie tylko my się tu zgubiliśmy ale też inne wilki należące chyba do tej samej watahy. Było ich ok.15. Szli zwartą grupą, a my podążałyśmy w ślad za nimi mając nadzieje, że wyprowadzą nas z tego lasu i tak się też stało. Wyszłyśmy za nimi do jakiegoś kanionu. Była to długa droga która po obu stronach miała wysokie ściany. A był to istny labirynt. Co chwila gdzieś skręcaliśmy. Drogi rozchodziły się i łączyły, a każda wyglądała tak samo, przez co zaczęłam tracić orientacje. Szłyśmy dalej nie wiedząc gdzie jesteśmy. Czułam się jeszcze bardziej zgubiona niż w lesie, bo tam przynajmniej nie musiałyśmy chodzić za innymi wilkami, które w każdej chwili mogły nas wytropić. 
 W tedy usłyszałam dziwny hałas. Coś jakby woda. Inne wilki najwyraźniej też to usłyszały bo podniosły głowy i zaczęły nasłuchiwać.
-Tama!-krzykną jeden-Wiać!
Wszystkie wilki zaczęły uciekać, a my pobiegłyśmy w ślad za nimi. Teraz dopiero zrozumiałam co to za hałas. To była woda, dużo wody.   

środa, 3 sierpnia 2016

Misja 1 Ifus cz. 8

Za krzaków wyskoczyła sarna, a za nią moja siostra Moon. Pewnie nas nie zauważyła bo nawet się nie zatrzymała i zniknęła razem z sarną za zakrętem.
-To była Moon?
-Tak.
-Chodźmy za nią.
Pobiegłyśmy za nią tak szybko jak mogłyśmy. Dogoniłyśmy ją kiedy złapała sarnę. Pewnie nas usłyszała, bo odwróciła głowę i uśmiechnęła się na nasz widok.
-Cześć, dziewczyny-powiedziała.
-Hej. Co ty tu robisz?
-Poszłam na spacer i trochę się zgubiłam.
-To tak jak my. Możemy się poczęstować?
-Jasne siadajcie.
Usiadłyśmy i zaczęłyśmy jeść. Moon opowiedziała nam wszystko co się działo od kąt się rozdzieliłyśmy. Ja i Charli też wszystko jej streściłyśmy. Tylko Valixi nie odezwała się ani słowem. Ona od zawsze miała coś do Moon. Mi to nigdy nie przeszkadzało. Moon mówiła kiedyś, że lubi siedzieć sama więc, w końcu przestałam zapraszać ją do wspólnej zabawy i tak jakoś wyszło.
 Kiedy zjadłyśmy zaczęłyśmy dalej chodzić szukając reszty. Valixi najwyraźniej nie miała ochoty gadać, więc rozmawiałam z Moon. Żartowałyśmy i obgadywałyśmy każdego kogo znałyśmy. Chyba nigdy tak długo nie gadałam z Moon. Zawsze była czymś zajęta, albo nie miała na to ochoty. Potem do rozmowy włączyła się Charli i od razu zrobiło się jakoś weselej.            

Misja 1 Valixi cz.7

Na noc zatrzymałyśmy się w jakieś jaskini. Rano głodne, zmęczone i nie wyspane poszłyśmy dalej. Miałam nadzieje, że ten las nie jest duży ale się pomyliłam, był ogromny, gęsty i cichy. Szłyśmy w trójkę, mając nadzieje, że kogoś znajdziemy. Ptaki latały nad naszymi głowami. Ifus próbowała je łapać, ale szybko się poddała. Żadna z nas nie umiała polować. W naszym stadzie każdy basior umie polować, a z wader tylko moja matka i Moon, która sama chciała chodzić polować razem z ojcem pewnie tylko po to żeby pokazać jak jest świetna i w przyszłości zostać samicą alfa. Nie dość, że jest medyczką i szamanką to jeszcze chce zostać alfą,  a każdy wie, że to stanowisko należy się mnie. Musze na nie tylko zaczekać. A sądząc po tym, że nowe alfy będą wybierane w tedy kiedy wszystkie znajdziemy partnera, to będę musiała długo czekać zanim ktoś weźmie Moon, ale nie szkodzi, poczekam.
-Tam ktoś jest!-Powiedziała Ifus i zatrzymała się tak szybko, że prawie na nią wpadłam.
-Gdzie?
-Tam za krzakami.
Wszystkie popatrzałyśmy w tamtą stronę i rzeczywiście zobaczyłam jakiś ruch. Już po nas-pomyślałam.      

Misja 1 Charli cz.6

Chodziłyśmy już prawie godzinę po lesie, próbując znaleźć resztę watahy. Valixi ciągle powtarza, że wie gdzie iść, a Ifus marudzi. Ja natomiast próbowałam złapać jakiś trop. Niestety miałam wrażenie, że coraz bardziej się oddalamy. Było już dawno po 12 więc reszta watahy na pewno zaczęła nas szukać. Las zdawał się być coraz gęstszy i coraz ciemniejszy. Robiło się coraz ciszej, ptaki przestawały śpiewać i nawet Ifus w końcu przestała gadać, co graniczyło z cudem.
-Hej, pamiętacie tą historie, którą czytaliśmy jeszcze przed misją?
-Tą o lampie dżina?
-Nie tą o lesie w którym każdy się gubi.
-Proszę, powiedz, że to nie ten las.
-Nie wiem, który to las. Każdy las jest taki sam.
-Jeśli to ten to mamy wielkie kłopoty.
Dalej szliśmy w ciszy, aż do wieczora, w tedy nie miałyśmy wątpliwości, że to ten las. Mamy wielki kłopot.            

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Misja1 Kasa cz.5

Następnego dnia ruszyliśmy. Wszyscy wyglądali na nie wysłanych, aby w szczególności Waser. Ja też mogę miałam ciężką noc. Miałam straszne koszmary. Akira chyba to zauważyła, bo cały czas się pytała czy coś się stało. Mówiłam jej, że nie, ale mi nie wieżyła. Ciągle myślałam o swoimi śnie. Był bardzo realistyczny, co mnie bardzo zaniepokoiło, bo zawsze tak mam jak sen jest proroczy. A jeśli tak jest to nie długo będziemy mieć wielkie kłopoty. Starałam się o tym nie myśleć i skupić się na widokach. Szliśmy właśnie zboczenie góry, pod nami rozciągłości się piękna polana na której padły się zające. Watacha zaczęła na nie polować więc zrobiliśmy postój na jedzenie. Wszystko układało się dobrze, ale i tak odczuwałem cięgły niepokój. Kiedy wszyscy jedli postanowiłam się przejść. Waser poszedł gdzieś już dawniej. O południu mieliśmy się wszyscy zebrać, żeby ruszać dalej więc wszyscy się rozeszli. Niedaleko posłanki był las. Weszłam tam i zaczęłam zwiedzać. Po czasie znudziło mi się więc zaczęłam wracać i się zgubiłam. Nie wiedziałam gdzie jestem ani gdzie jest reszta stada. Szłam coraz dalej, a las zacząć się robić coraz gęstrzt. Chodziłam próbując sobie przypomnieć którędy tu przyszłam, ale nie mogłam. W tedy zobaczyłam obcego wilka. Schowała się w krzakach żeby mnie nie zauważył. Była to brązowa wadera z zielonym brzuchem. Wyglądała na zagubioną. Zaczekałam aż się oddali i wyszłam z kryjówki. Zaczęłam dalej chodzić w poszukiwaniu drogi powrotnej. Było już południe więc jeśli inne wilki zobaczą,że mnie nie ma  na pewno zaczną mnie szukać.